piątek, 26 czerwca 2009

Jestem uskrzydlona :)

Moi drodzy!

Tak, jestem uskrzydlona. Odbyłam dziś 2 rozmowy, które w sumie zajęły mi... khm... 8 godzin :) Ale były to 2 naprawdę niesamowite rozmowy, szczególnie ta druga. Ale wszystko po kolei.

Najpierw spotkałam się z nową konsultantką, Anią, która dopiero co dołączyła do naszego zespołu. Ania bardzo lubi nasze kosmetyki i już od lat ich używa, ale dopiero teraz dowiedziała się, że będąc w Oriflame, można kupować je taniej, a na dodatek zarobić sobie na te kosmetyki oraz na inne, pozakosmetyczne rzeczy. Zrobiłyśmy więc z Anią listę znajomych, zastanowiłyśmy wspólnie komu z nich jakie kosmetyki możemy polecić. I na tej rozmowie o kosmetykach dużo czasu nam zleciało. Opowiedziałam też Ani o sposobach pozyskiwania klientów. Jutro Ania wyjeżdża z Warszawy i swoje pierwsze zamówienie złoży już od siebie z domu, a potem pojedzie na wakacje. Aniu, życzę Ci powodzenia w zbieraniu Twoich pierwszych zamówień! Jestem przekonana, że pójdzie Ci świetnie. Nie zawsze pierwsze kroki są łatwe, ale jeżeli się nie poddamy i podejmiemy się wysiłku, żeby iść dalej, to naprawdę będziemy dużo silniejsi, niż przed tym!

A potem, kiedy pożegnałam się z Anią, miałam od razu spotkanie z moją sponsorką, Ewą Głowacz. To dziwne, że czasami nie postrzegamy, jak ważne mogą być niektóre rozmowy. Np., wydaje się, że planowanie czy właśnie taka rozmowa ze sponsorem nie prowadzi bezpośrednio do rezultatu (może tylko mi się tak wydaje, ale nie mniej), do większych wyników w sprzedaży, rekrutacji itd. A okazuje się wręcz na odwrót! Przecież to co robimy i co osiągamy wynika z tego właśnie, co nosimy w sobie, co często chowamy, w co nie chcemy wnikać, nad czym nie chcemy się zastanawiać, bo wydaje nam się to nie ważne bądź bezsensowne. A to własnie kieruje praktycznie każdym naszym krokiem. Mówię teraz o przekonaniach i wartościach, który każdy z nas ma różne. Mówię o wizji, o globalnej intencji naszych działań. O naszych celach życiowych oraz o tych, pośrednich, które mają nas do nich doprowadzić... Oczywiście to, co miałyśmy zaplanowane na temat pracy na najbliższy okres, omówiłyśmy w wyznaczonym czasie. Lecz ta głębsza i, jak się okazało, dłuższa rozmowa zajęła nam trochę więcej czasu, niż się planowało. Ale przecież trzeba zawsze planować sobie czas na spontaniczne lub nieoczekiwane działania :) To chyba było właśnie to! W każdym razie, bardzo dużo mi dała ta rozmowa, kiedy mogłyśmy wspólnie omówić własne cele życiowe oraz koncepcje na ich realizację. Niesamowite jest to, że Ewa często pomaga mi otworzyć oczy na to, co noszę w sobie i czego nie dostrzegam. Uczy mnie postrzegania życia nie jako szeregu przykrych (lub mniej przykrych) obowiązków i rzadkich lub częstszych przyjemności, tylko jako ciągły proces samodoskonalenia, w który naprawdę warto zainwestować swój czas i zaangażowanie. To też uświadomiło mi, że jedną z rzeczy, za którą bardzo cenię sobie Oriflame jest właśnie to, że to zajęcie w natruralny sposób mobilizuje mnie do rozwoju osobistego, do pracy nad sobą, do inwestowania we własne umiejętności i zdolności. Ciekawe, że pracując na etacie opierałam się przed tym samodoskonaleniem, jak tylko mogłam, a tutaj robię to w sposób samoistny i to z jakim zapałem :)

I jeszcze jedną ciekawostkę opowiem Wam na dobranoc, która właśnie uświadomiła mi, jak ważne jest poczucie wiatru w żaglach. Otóż ja ogólnie nie jestem specjalnie uzdolniona kulinarnie lub po prostu nie mam motywacji, żeby się tym zajmować. Zazwyczaj zrobienie w kuchni czegoś, do wyniku czego nie jestem przekonana, sprawia mi dużą trudność. Ogólnie po prostu nie robię żadnych kulinarnych eksperymentów. Dziś, gdy wróciłam do domu, okazało się, że mamy tylko małą paczkę sera białego, której zazwyczaj za mało jest na serniki dla całej rodziny. Opowiedziałam o tym mężowi, a on mnie w odpowiedzi zapewnił, że na pewno coś wymyślę, żeby zrobić z tej paczuszki więcej serników. Hm, zastanowiłam się nad tym przez chwile. Ale jak to, z paczki, z której zazwyczaj wychodzi tyle a tyle serników zrobić nagle więcej? A to przecież proste: dodać coś innego! Zmieszałam więc kilka składników, które wcześniej jakoś nie przychodziło mi do głowy zmieszać, dodałam to do sera, co miałam - i wyszło super! W sumie ani chwili nie wątpiłam, że wyjdzie, więc wyszło. Tak właśnie działa entuzjazm i wiara we własne siły. Dzięki Ci, Ewo, że znów podsyciłaś we mnie tę wiarę!

Życzę Wam również niezachwianej wiary we własne możliwości!
Ania M.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz